Brakuje tylko drinka z parasolką, ewentualnie człowieka ze szpadlem, który odkopie mnie spod nawału tych "kilku stron", które zleceniodawca zawsze dosyła w nieodpowiedniej chwili.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jestę tłumaczę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jestę tłumaczę. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 czerwca 2015
piątek, 19 czerwca 2015
piątek, 5 grudnia 2014
Profesjonalne wodolejstwo
Przechodzimy od nostalgii z powrotem do prozy życia... Dzisiejszy dudel inspirowany jakże elokwentnym komentarzem do tłumaczenia, który jak zwykle pisałam na ostatnią chwilę i z maksymalną ilością ozdobników. Aż dziwne, że przy takim poziomie wodolejstwa nie zmieniłam jeszcze znaku zodiaku na Wodnika ;).
(A swoją drogą, takie komentarze są kompletnie niedorzeczne, zwłaszcza jeśli wszystko tłumaczysz z marszu, a wykładowca jest gatunkiem człowieka, który uwielbia słuchać własnego głosu i sam siebie uważa za największy autorytet... Ach, uniwersytety.)
wtorek, 30 września 2014
Niniejszym Hieronimek
Bo świadomość istnienia najbardziej niedocenianego zawodu świata trzeba krzewić na każdym kroku, a żaden inny dzień nie nadaje się do tego lepiej, niż Międzynarodowy Dzień Tłumacza.
piątek, 12 września 2014
Z cyklu: "Jestę tłumaczę"
(Przepraszam za jakość, czasami wydaje mi się, że umiem szkicować.)
Mogłabym w tym miejscu ponarzekać, jaki to żywot tłumacza jest ciężki i niewdzięczny, bo deadline'y i brak zrozumienia i "kiedy wreszcie pójdziesz na kurs dla księgowych"... Ale po spędzeniu prawie trzech dni cięgiem nad tekstami do katalogu festiwalowego zwyczajnie mi się nie chce.
Dlatego zaznaczę tylko, że przy tekstach reklamowych znękanemu tłumaczowi polewa się z zupełnie innych przyczyn. W pozostałych przypadkach po prostu oliwimy tak napęd kreatywny (zgodnie z maksymą Hemingwaya: "Pisz po pijaku, poprawiaj na trzeźwo").
Subskrybuj:
Posty (Atom)




