Dzisiejszy post sponsorowany brakiem czasu, żeby rano obfotografować coś bieżącego. Oj przydałby się skaner, przydałby się... Dlatego też podrzucam rysunek, który stworzyłam już jakiś czas temu, ale ciągle jestem w jego nastroju - to znaczy Disney i tatuaże.
Głównie tatuaże ;) Z łypciami.
poniedziałek, 17 listopada 2014
piątek, 14 listopada 2014
Ewokacja teatralna
Kolejny post zainspirowany wykładami o teatrze - i kolejny, którego właściwie tłumaczyć nie trzeba. W hołdzie profesorowi oficerowi i frazie, która zdecydowanie królowała na ostatnich zajęciach.
(Pomysł na hełm Vadera zamiast czaszki Yoricka podsunęła towarzysz Borsuk... Ale stwierdziłam, że sam Lord Vader jest raczej za mało komediowy, więc sięgnęłam po odrobinkę inny film.)
poniedziałek, 10 listopada 2014
Surprajz-surprajz!
Długi weekend długim weekendem, ale to nie powód, żeby odstawiać jakiś cyrk leniwych buł. Co to, to nie ;) Dzisiaj update trochę na szybko i bardzo prowizorycznie, ale mam cztery kredki i biały żelopis, więc nie ma rzeczy niemożliwych. Uzależniłam się w uszach od nowego albumu Much, więc zaczęłam dosłuchiwać też i stare kawałki ;) Poza tym kawa. Włoska kawa z włoskim mlekiem, robiona przez włoskiego Włocha. Oj tak.
Updejtuję bowiem z włoskiej stolicy mody, pizzy, upierdliwych Włochów i Leonarda (a jakże). Dlatego mały bonus, który pokazuje, że Mediolan to nie tylko żarcie, sklepy i burżujskie butiki ;)
Muzeum nauki i techniki absolutnie najlepsze. Mają nawet oryginalną maszynę rożnicową ;)
czwartek, 6 listopada 2014
W rozjazdach
Dziś trochę wcześniej, bo jutro o tej porze będę już siedziała w mieszkanku dziewczyny i żerowała na jej zapasie herbaty. Iru tymczasem wyleciała do Mediolano i w poniedziałek prawdopodobnie nic nie wrzuci, więc, ha, moje choć raz na wierzchu!
Tak czy owak, Mechaniczna Łopata życzy wszystkim miłego długiego weekendu~♪
poniedziałek, 3 listopada 2014
Wsuwaj ramen
...bądź wielki!
Stało się już niemal tradycją, że kiedy P. przyjeżdża do Starej Stolicy, to uskuteczniamy gastroturyzm. Ostatnio w poszukiwaniu japońskich smaków obraliśmy na celownik krakowskie rameniarnie, których, wbrew pozorom, trochę tutaj nakiełkowało.
Jest więc całkiem godne, "tradycyjne" 'Tao' na Józefińskiej, zaraz koło Kładki. Jest i absolutnie hipsterskie galaktycznie-fusionowe 'Ramen Girl by Yellow Dog' na Krupniczej, gdzie serwują czarny ramen z sepią (i póki nie zjesz, to jesteś przekonany, że to woda po praniu wyjątkowo brudnych skarpetków).
W końcu ile można wżerać hummusu, co?
Stało się już niemal tradycją, że kiedy P. przyjeżdża do Starej Stolicy, to uskuteczniamy gastroturyzm. Ostatnio w poszukiwaniu japońskich smaków obraliśmy na celownik krakowskie rameniarnie, których, wbrew pozorom, trochę tutaj nakiełkowało.
Jest więc całkiem godne, "tradycyjne" 'Tao' na Józefińskiej, zaraz koło Kładki. Jest i absolutnie hipsterskie galaktycznie-fusionowe 'Ramen Girl by Yellow Dog' na Krupniczej, gdzie serwują czarny ramen z sepią (i póki nie zjesz, to jesteś przekonany, że to woda po praniu wyjątkowo brudnych skarpetków).
W końcu ile można wżerać hummusu, co?
piątek, 31 października 2014
De la muerrrte
Zazwyczaj nie bawię się w Halloween, bo to generalnie za dużo roboty, ale w tym roku jakoś dałam się wkręcić i skleciłam sobie naprędce takie o to przebranie, z którego właściwie jestem nawet dumna.
To jak? Cukierek czy psikus?
poniedziałek, 27 października 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)





